Obserwuj

sobota, 7 września 2013

Permanentność

Nie jest dobrze. Nic nie jest dobrze. Jest coraz gorzej. Już nawet nie pomaga Wszystko co złe . I jaka tu niby do cholery sprawiedliwość? Wszystko spada w dół. Tyle złych rzeczy krąży wokół mnie. Choroba taty. Guz mózgu. Alkoholizm. Kłótnie. Trzaskanie drzwiami. Ostre słowa. Wstyd. Chciałabym zniknąć, bo po co ja mam tu być? Żeby Bóg (a przynajmniej ktoś kto stworzył ten świat) mógł patrzyć na takie rodziny i zaśmiewać się do łez? Przynajmniej jemu jest do śmiechu. Zapewne. A ta samotność to co? W zestawie? Gratis? Ależ dziękuję bardzo. Niezależność i dorosłość to takie dwa piękne słowa. Chciałabym żeby już nastały. Możesz wtedy popatrzeć na nich i zrobić to co mój brat dzisiaj. Płacząca, pijana matka? Chory, ledwo ruszający się ojciec? Weź telefon i wyjdź. A na do widzenia spierdalaj. Ucieczka jednak pomaga. A skoro już ucieczka, to może na drugi świat?


czwartek, 15 sierpnia 2013

Szarość

Czasami chciałabym być taka jak inni, taka zwyczajna, obojętna. Pić, palić, jeździć na dyskoteki, plotkować, rozmawiać o bzdurach, słuchać banalnej muzyki i żyć chwilą. Często zazdroszczę tego innym i pragnę stać się kimś takim. Wiem, że to głupie - pragnienie stania się płytką, niewrażliwą idiotką. Coraz bardziej frustruje mnie to, że nie potrafię się dopasować. Jestem jaka nieparzysta. Potrafię spędzić kilka godzin z ludźmi w moim wieku i i odezwać się tylko dwa razy, jeszcze jak o coś mnie zapytają. Czuję się wtedy taka spięta! Nie potrafię im pokazać jaka jestem. Myślę tylko o tym, żeby nie dać plamy, żeby mnie zaakceptowali i udaję obojętną. Śmieszy mnie ta dzikość w ich oczach, ta ''wolność'', którą czują pijąc alkohol i te zalotne uśmieszki w swoje strony. Siedzę wtedy zapatrzona w odbicie własnych myśli i czuję się jakby wyrwana z innej krainy. Nie chcę popadać w aż tak skrajną introwersję, żeby nie móc utrzymywać relacji z ludźmi! Kiedyś zadano mi pytanie o ideał człowieka, dopiero teraz potrafię odpowiedzieć. Mój ideał? Nikt szczególny, nie żaden chorobliwy perfekcjonista czy depresyjny pesymista, taki o, zwykły człowiek.




sobota, 27 lipca 2013

Zwierzchnie

Samotność jest straszna. Nie lubię tego uczucia. Ono cię poskramia i musisz oddać temu czemuś resztki radości, całkowicie mu ulec. Czujesz pustkę, taką milczącą, głuchą pustkę. To strasznie przytłaczające, ale w sumie co teraz takie nie jest? Otóż to. Chociaż jestem sama w domu to czuję się otoczona, pod presją, nie mogę odpuścić, wyluzować, przestać. Myśli napierają na mnie jak oszalałe, a ja nie potrafię ich odgonić. Ale próbuję! Naprawdę się staram! Chociaż jak zwykle mi nie idzie. Nawet przestałam stawiać sobie cele, bo wiem, że jestem za słaba, żeby cokolwiek osiągnąć. Znowu narzekam, jak zwykle. Chciałabym dostrzegać piękno wszędzie i we wszystkim, w małych rzeczach, podziwiam ludzi, którzy tak potrafią. Przecież ten świat jest tak zniewieściały... Prawdziwa wartość człowieka się nie liczy. Chociaż może to i lepiej? Bo byłabym nikim. Wartość posiadają ludzie godni tego słowa.




poniedziałek, 8 lipca 2013

Paradygmaty

Kolejny raz podjęłam próbę czytania książki 7 nawyków skutecznego nastolatka, bo znowu przeszłam załamanie. Czy ludzie są aż tak głupcy? Dlaczego nie zdają sobie sprawy, że odrzucenie i ignorancja tak bardzo ranią? Nie chodzi mi o miłość, ale też przyjaźń. Zdałam sobie sprawę z kruchości tego fundamentu. Zdałam sobie też sprawę jak bardzo nietrwała jest moja osoba. Nie potrafię nawet wyjść do ludzi w większym gronie. Czuję się otoczona
wyobcowana
jest za głośno
znowu ukrywam się w odosobnieniu
trzęsę się
muszę stąd uciec.
Postanowiłam się nie poddawać i podjęłam kolejne kroki ku podwyższeniu wartości mnie jako człowieka. Ale to jest tak cholernie trudne! Los mi nie pomaga, a nawet mi to utrudnia. Myśl pozytywnie, bądź asertywna, wyznacz sobie cele, bla bla bla, a w tym czasie moja mama pije, a tata leży w szpitalu po (na szczęście) lekkim wylewie. Muszę być silna. I będę. (Plus za cząstki pozytywnego myślenia)


sobota, 1 czerwca 2013

Ograniczenia

Doszłam do wniosku, że nadałam temu blogowi wyłączność spraw moich rodziców. Raczej ich problemów z alkoholem, a przecież nie o to mi chodziło. To nie tak, że moje życie obraca się tylko wokół tego. Mam w życiu rzeczy, z których jestem dumna i się cieszę. Rodzeństwo, wspomnienia, przyjaciele, to wszystko wiele dla mnie znaczy, rodzice oczywiście też. Teraz, na przykład nie mam czasu zakrzątać sobie głowy pijaństwem rodziców, bo mam ważniejsze sprawy na głowie, a mianowicie wybór szkoły. Jestem taka trochę nijaka, bo nie mam pasji, hobby, szczególnych zainteresowań i pojęcia kim chcę zostać. Idę w kierunku nauki czyli liceum i studia, to pewne, ale co wybrać? Kiedyś było aktorstwo, a teraz niepewność, strach, że nie jestem w tym dobra, lekka socjofobia. Myślałam też o medycynie, ale styczność ze śmiercią mnie odrzuca. Coraz bliżej stąpa psychologia, jednak czy mnie to naprawdę interesuje?


środa, 8 maja 2013

Złość

Tym razem frustracja. Wściekłość. Sama nie wiem czy widok pijanych rodziców przyprawia mnie o smutek, rozpacz czy gniew. Na pewno emocje są, czasami chce mi się śmiać z samej siebie, z tego jaką idiotkę udaję przed innymi, z tego jak koleżanki z klasy tną się ''bo mają okrutne życie, chłopak ich nie chce, a mama nie dała na bilet do kina.'' To takie śmieszne, a jednak siedząc i pisząc to daleko mi do śmiechu. Ten ich głos, taki dławiący, poplątane, puste słowa. Te ich oczy, rozmarzone, niepewne. Te ich kroki, chwiejne i to jak się zataczają. To wszystko doprowadza mnie do szału! Może kiedyś zdobędę odwagę, żeby z tym skończyć.

Avrilka mnie rozumie.

piątek, 12 kwietnia 2013

Nałogowo

Ta ciągła cisza mnie dobija. Słyszę tylko wskazówki zegara, stukanie klawiatury i bicie własnego serca. Bije mocno, ze strachu. Mama znowu się dzisiaj upiła, a jak przyszła to tata zaczął krzyczeć, że w lodówce pusto, w domu syf, a ona się szlaja i pije. Robiło się ostro, ja jak zwykle nie wytrzymałam i pobeczałam się jak małe dziecko. Muszę być silniejsza. Muszę. Na szczęście tata zachował się jak dorosły i poszedł spać do domku w którym ma zakład tapicerski i dziękuje mu za to. Teraz ona śpi. Jej oddech jest lekki i płytki. Trudno powstrzymać te słone łzy, które ciągle spływają mi po policzkach. Może w końcu ich zabraknie. Nie umiem tego kontrolować. Znowu muszę udawać przed znajomymi uśmiechniętą, pełną życia, wesołą idiotkę. Oni po prostu tego nie zrozumieją. Mają kasę, szczęśliwych rodziców, domy pełne miłości i ciepła, takiego zwykłego rodzinnego ciepła. Ile bym dała żeby poczuć coś takiego choć na chwilę! Czuję się zniszczona, chcę dotrwać do rana, może dam radę. Muszę.



wtorek, 9 kwietnia 2013

Nienasycona

Utworzyłam tego bloga z potrzeby hmm... wyżalania, narzekania, wyładowania, sama nie wiem. Chociaż mam już jeden to nie czuję żeby był ''przystosowany'' do słów i rzeczy, które chcę tu pisać. Życie mnie doświadczyło i to nieźle, ale dałam radę i daję do teraz. Każda krzywda, wspomnienie wzmacnia mój mur. Jestem silniejsza i odporniejsza. Potrafię się zabezpieczyć przed cierpieniem. Teraz jest nie dobrze, ale stabilnie. Czuję po trochu zadowolenie, ale też pustkę, chyba wyrównałam, dotarłam do plateau. Może jakoś dotrwam do egzaminów gimnazjalnych, jeszcze tylko 2 tygodnie, potem odpoczynek. W końcu. Już mnie nie ubywa, ale też nie przybywa. Ciągłe wybory mnie wykańczają, liceum czy technikum, w moim mieście czy w Krakowie, wziąć się do nauki czy odpuścić, otworzyć się czy pozostać pod mgłą tajemnicy? Nie wiem. Nie jestem pewna. Jestem pusta, nienasycona.